Menu

Fundacja Instytut Bezpieczeństwa i Strategii

Fundacja Instytut Bezpieczeństwa i Strategii jest unikatowym w polskich warunkach think tankiem skoncentrowanym na identyfikacji, analizie i rekomendowaniu optymalnych rozwiązań najważniejszych problemów o charakterze strategicznym dla współczesnej Polski i przyszłych pokoleń Polaków. Obszarem działalności Instytutu są kluczowe systemy funkcjonowania państwa polskiego decydujące o jego bezpieczeństwie narodowym w ujęciu perspektywicznym i długofalowym.

Autor

Mia Khane

Emerytowany, wyższy oficer polskich służb specjalnych

Prawo i Sprawiedliwość, obejmując władzę w 2015 r., jako jeden ze swoich postulatów wniósł gruntowną, odważną reformę polskich tajnych służb. Choć dziś, z perspektywy dokonań tej partii i jej rządu wyda się to dziwne i nieprawdopodobne, wówczas spora cześć środowiska służb patrzyła na to z przychylnością, a nawet jeżeli nie popierając wprost, to dając duży kredyt zaufania nowym władzom, licząc, że zakończy okres stagnacji w tej branży. Tak się nie stało, a przynajmniej nie w takiej formie na jaką liczono. Były to tylko puste słowa. Działania rządu w tej kwestii budzą dziś liczne kontrowersje, powodując dyskusje o stanie polskich służb specjalnych, ich kondycji, nadzorze nad nimi, potrzebie znaczących reform całego systemu. Ostatnia afera maseczkowa czy respiratorowa z rzekomym udziałem Agencji Wywiadu, poprzedzona licznymi i bulwersującymi kontrowersjami wokół działań ABW czy CBA, spowoduje tsunami w tym świecie. Może to być okres przełomowy, totalnej rewolucji i w rezultacie całkowitego przemodelowania całego systemu. Może też nic się nie wydarzyć, kolejne afery mogą zostać zamiecione pod dywan, a politycy nadal będą robić dobra minę do złej gry. A ta gra jest coraz gorsza od wielu lat i nie dotyczy to tylko okresu PiS. Wpływa na to cały szereg czynników, nie tylko brak woli politycznej, funduszy, niezrozumienia potrzeby, ale też zmieniające się uwarunkowania zewnętrzne, zmiana legislacji, postęp technologiczny i zmiana mentalności, co powoduje, że działania służb wywiadowczych (bo na nich się skupię, pomijając policyjne), w ich dotychczasowej formie i zakresie, stają się anachroniczne i zwyczajnie coraz mniej skuteczne. Wywiad i kontrwywiad są bardzo potrzebne, ale ich modus operandi i cały system musi ulec zmianie.

Działania wywiadowcze towarzyszą ludziom od zarania cywilizacji. Nie na darmo się mówi, że to jeden z dwóch najstarszych zawodów świata, wraz z prostytucją[1]. I to nie ulegało zmianie, celowość i potrzeba jego działania, i nie ulegnie zmianie w przyszłości. Wywiad zawsze był i będzie potrzebny, podobnie jak służba kontrwywiadu zwalczająca go.

Działania wywiadu jednak ulegają zmianie wraz ze zmieniającym się światem, rzeczywistością otaczającą, uwarunkowaniami, postępem techniki i technologii. Stara, militarna teoria „miecza i tarczy”, opisująca proces ciągłego doskonalenia środków i metod bojowych (miecz) i odpowiadających im zmian zabezpieczeń i ochrony przed nimi (tarcza), jest adekwatna również do działań wywiadu. Obecnie stoimy przed wyzwaniem radykalnej zmiany dotychczasowych metod pracy wywiadu i nie da się od tego uciec. Stare metody zwyczajnie są już nieskuteczne.  Histeryczne zaklinanie rzeczywistości, strojenie się z uporem w uwiędłych laurów liść (A. Asnyk), opieranie się na kiedyś sprawdzonej i bardzo skutecznej metodologii czy też „malowanie ruin”[2] nie pomogą – światowe służby zmuszone są do zmiany modus operandi i wypracowania nowych metod pracy, adekwatnych do nowych warunków. I to czynią, poświęcając na to olbrzymie środki.  Polskie służby również przed tym nie uciekną. A politycy, jeśli leży im na sercu dobro Polski, muszą to zrozumieć, im wcześniej tym lepiej. Muszą popatrzeć dalej niż przez pryzmat kadencji wyborczej, partykularnych interesów partyjnych, czy osobistych sympatii i animozji. Służby muszą być nowoczesne, skuteczne, propaństwowe, odpowiednio nadzorowane i zadaniowane, dysponować właściwym budżetem i technologią. I muszą być stworzone w zasadzie prawie od nowa.  Służby na miarę nowych czasów i wyzwań, skutecznie realizujące złożone zadania przed nimi stojące, a nie tylko bazujące na bondowskiej otoczce filmów z gatunku płaszcza i szpady (czy nawet naszych filmów typu „Pogranicze w ogniu”, jak jest umieszczone na oficjalnej twitterowej stronie AW).

Historia.

Nie będę odwoływać się do Sun Tzu i „Sztuki wojny”, bo w każdym opracowaniu na ten temat muszą się znaleźć cytaty z tego dzieła, więc uznaję, że są one powszechnie znane w środowisku.

Również Biblia, a zwłaszcza Stary Testament pełne są opisów działalności de facto wywiadowczej, a czasami z pogranicza tak modnych obecnie wojen hybrydowych, działań asymetrycznych, terrorystycznych (trąby jerychońskie, szpiegostwo, zdrady, przekupstwo, morderstwa, czystki etniczne itp.), bez której Naród Wybrany nie osiągnąłby tego co osiągnął. Pierwszym agentem werbownikiem Szatana, spiskującego przeciwko Bogu (czyli walka ówczesnych władców o wpływy: króla i uzurpatora), był wąż kusiciel, skutecznie werbujący Ewę do działań niezgodnych ustalonymi zasadami (prawem?) i zdrady swego dobroczyńcy (władcy?), Boga, co przyniosło skutki nie tylko dla niej, ale i dla jej partnera (a i nas wszystkich później, nad czym ubolewam). Nawet pacyfistyczny Nowy Testament dokładnie opisuje ze szczegółami operacyjnymi (pierwsza publikacja boskiego odpowiednika IPNu?) aktywne rozpracowanie ścisłego kierownictwa nowego ugrupowania społeczno-religijnego, zagrażającego ówczesnym strukturom społecznym, podziałowi władzy, autorytetom, a nawet prawu. W miarę rosnącej popularności Jezusa pozycja faryzeuszy i duchowieństwa żydowskiego, ich wpływy i przychody zaczęły maleć, co wymusiło działania z ich strony: nowa sekta[3] została objęta kontrolą operacyjną, ustalono lidera, ścisłe kierownictwo, siedziby, trasy przemieszczania się, finansowanie, modus operandi, głoszoną ideologię, jej wpływ na społeczeństwo, zagrożenia jakie ze sobą niesie i jej ewentualną niezgodność z prawem. Poddano rozpracowaniu ścisłe kierownictwo (inner circle), typując najsłabsze ogniwo poprzez wyszukanie podstawy werbunkowej. Trafnie wybrano Judasza, który okazał się podatny na werbunek na gruncie finansowym (30 srebrników, co było dość pokaźną sumą ówcześnie), nie do końca czuł się w pełni akceptowany przez resztę i dał się przekonać, że działa dla dobra ogółu. Mając źródło wewnątrz organizacji, ustalenie miejsca przebywania jej lidera, jego plany, było banalnie proste. Judasz był wynagrodzony za swoja współpracę, ustalono z nim tajny kanał łączności (spotykał się poza obozem, bez wiedzy pozostałych) i sygnał identyfikujący główny cel dla grupy realizacyjnej (pocałunek Judasza). Dzięki temu systemowi główny informator wewnątrz grupy był do końca chroniony (tożsamość, konspiracja), aż do czasu[4] gdy grupa została praktycznie rozbita przez siły przestrzegania prawa (law enforcement). Rozpracowanie organizacji Jezusa pozwoliło ustalić podstawę prawną do jej delegalizacji i penalizacji kierownictwa oraz skuteczną realizację czynności wywiadowczych, śledczych, zatrzymania, czynności procesowych i wreszcie egzekucji. Wszystko na mocy i gruncie ówczesnego prawa. Nawiasem mówiąc Faryzeusze mieli racje przewidując problemy ze strony organizacji Jezusa – wyrosła na potężna instytucję, która zmiotła ówczesny system społeczny i religijny, utrzymała się przez dwa tysiąclecia, tworząc sformalizowaną strukturę międzynarodową, kierującą się własnym prawem (niezależnym od praw kraju przyjmującego), zwyczajami, posiadającą majątek i infrastrukturę, znaczne przywileje, w tym ziemskie i podatkowe, finansowe,  ideologię, zwyczaje, rytuały, umundurowanie,  sądownictwo, system szkolnictwa, własne władze, dyplomację, służby bezpieczeństwa i ochrony, wywiad, własną policję religijną  itp. itd. Pokazuje to, że działanie Faryzeuszy, z ich perspektywy, było jak najbardziej słuszne: odkryli problem, przeanalizowali go, przewidzieli negatywne skutki i podjęli działania neutralizujące, które okazały się na krótką metę skuteczne, ale w dalszej perspektywie przyniosły skutek całkowicie odwrotny od zamierzonego. Historia późniejsza też niesie podobne złe oceny i wynikające z tego skutki.

Historia ludzkości nierozerwalnie związana jest z działalnością wywiadowczą, szpiegostwem i nie dotyczy to tylko okresów wojny, ale również pokoju i sposobów na jego utrzymanie, lub ekspansji własnego narodu, kraju, organizacji itp. Skuteczny wywiad, mimo że jest dość kosztowny, jest dużo tańszy od działań militarnych, które bardzo rzadko przynoszą zamierzone przez ich autorów pozytywne skutki. Jest też różny od działalności dyplomatycznej, ponieważ umożliwia (oprócz statutowego „szpiegostwa”) również działania dyskrecjonalne, mniej widoczne opinii publicznej, stanowić może skuteczny kanał łączności nawet wówczas, gdy ze względów politycznych czy innych, oficjalne kanały są niemożliwe lub niewskazane (historia zna wiele takich przypadków na przestrzeni wieków). Działania pary – dyplomacja i wywiad, każde w swoim zakresie, mogą być bardzo skuteczne i poprzedzać (a idealnie – zastępować) działania zbrojne.

Zobacz także: https://fibis.pl/zagadnienia/wywiad-3-0-wyzwania-i-zadania-sluzb-wywiadowczych-w-czasach-globalnego-przyspieszenia/

Rzemiosło wywiadowcze (intelligence tradecraft)

Sztuka wywiadowcza, jako elitarna i tajna, utrzymywana jest zawsze w tajemnicy. Stąd też innym określeniem służby wywiadowczej jest „tajna służba”.[5] Metody, narzędzia, modus operandi zawsze powinny być chronione, a tożsamość współpracowników wywiadu (agentów, źródeł) wręcz święta[6]. Na przestrzeni wieków było to (prawie) zawsze chronione. XX, a zwłaszcza XXI wiek, ze swoja digitalizacją, rozwojem masowej komunikacji i zalewem informacyjnym, swobodami obywatelskimi, wolnością słowa, przyniósł zniesienie wszelkich tajemnic, barier i zahamowań na tym polu. Pierwsze publikacje na temat wywiadu miały charakter beletrystyki, później biografii lub autobiografii, każdorazowo autoryzowanej i dopuszczanej do publikacji przez odpowiednie służby. Brak autoryzacji skutkował działaniami prawnymi, pozwami o ujawnienie tajemnicy.  Często publikacje te miały charakter wręcz propagandowy, inspiracyjny, budujący legendę lub dezinformację[7]. Robiły tak służby brytyjskie, amerykańskie, rosyjskie czy izraelskie.

To się jednak zmieniło wraz z zakończeniem zimnej wojny i naiwną wiara w nowy, lepszy świat. Pojawiło się dużo publikacji historycznych[8], naukowych[9], czy rozliczeniowych, ukazujących działania służb państw komunistycznych (książki IPN[10], urzędu Gaucka itp.), opublikowano wręcz listy domniemanych agentów (lista Macierewicza, Wildsteina), wydano Białą Księgę WSI z nazwiskami aktualnych wówczas oficerów w służbie i ich źródeł, instytucji przykryciowych, a nawet wręcz ujawniono archiwa służb (zbiór zastrzeżony IPN, ustawa dezubekizacyjna, zwana represyjną). Skandaliczna ustawa represyjna z jednej strony ujawniła tożsamość (rodową i/lub operacyjną) szeregu oficerów polskiego wywiadu, którzy pracowali nie tylko w SB, ale również, po weryfikacji przeprowadzonej zgodnie z nowymi przepisami, dla wywiadu niepodległej, demokratycznej Polski, a także podważyła zaufanie do instytucji państwa, jako gwaranta praw legalnie nabytych[11] oraz przywróciła niesławne praktyki odpowiedzialności zbiorowej.  Z drugiej strony, w USA czy Wielkiej Brytanii,  pojawiły się w obiegu praktycznie całe podręczniki sztuki wywiadowczej, dotyczące zwalczania i przeciwdziałania inwigilacji, prowadzenia wywiadu, powstała cala gałąź przemysłu wywiadu gospodarczego, cywilnego, niezwiązanego z instytucjami państwowymi, czego koronnym przykładem jest bardzo obszerna książka „Surveilance Tradecraft The Professional`s Guide to Surveilance Training” Peter Jenkins (Intel Publications, 2010), która w zasadzie mogłaby się znaleźć w bibliotece każdej ze służb (i pewnie jest), czy chociażby „Ultimate Spy” H. Keith Melton (DK Publishing 2002) i wiele, wiele innych.

Działania z założenia tajne, przestały być takimi, odkąd każdy pasjonat z dostępem do internetu i książek może o tym się dowiedzieć. Każdy, kto chce, może przeczytać, po polsku, rosyjsku lub angielsku, a pewnie i w innych językach, co to jest „trasa sprawdzeniowa”, „BPM”, „schowek”, „SWT”, „KchT”, „samokontrola”, „podrzutka” itp. itd. Całe fora internetowe domorosłych speców od wszelakiej działalności wywiadowczej i kontrwywiadowczej, pod egidą niespełnionych byłych lub wręcz niedoszłych oficerów lub doktorów nauk o bezpieczeństwie, którym włączyła się lampka „publikuj”[12], pełne są dyskusji na każdy z tych tematów, przy czym każdy przekonany jest o własnej nieomylności, „debeściakowości” i byciu „operacyjnym guru i wirachą”, odmieniając przez wszystkie przypadki terminologię wywiadowczą, sypiąc anegdotami czy wręcz historiami (mniej lub bardziej zmyślonymi i podkolorowanymi, ale czasami opartymi na prawdziwych) z realnych działań służb. Do tego dochodzi prasa, a szczególnie dziennikarze śledczy[13], specjalizujący się w sprawach służb, ale też zdradzanie tajemnic prowadzonych aktualnie spraw operacyjnych w imię doraźnych, kadrowych wojen.

W efekcie tajność dotychczasowego modus operandi służb wywiadowczych stała się iluzoryczna i nie spełnia swoich dotychczasowych zadań.

Świat uległ kolejny raz diametralnej zmianie i nawet gdyby te metody były w dalszym ciągu tajne, a ich ujawnienie karane byłoby torturami i gorącym ołowiem wlewanym do ust, to i tak przestały one już dawno spełniać swoje zadania, stały się zwyczajnie rzecz ujmując nieskuteczne. Świetna szkoła wywiadu i kontrwywiadu z okresu zimnej wojny, zwłaszcza osobowego (humint) wyniesiona na poziom mistrzowski przez asów służb wschodnich i zachodnich, w tym polskich[14], skuteczna w tamtym czasie, przestaje być w pełni skuteczna obecnie, jeśli nie zmieni się jej  modus operandi. Zabijają ją technologie i nowa legislacja: cyfryzacja, biometria, cctv, oprogramowanie identyfikujące (rozpoznawanie twarzy, tablic, sposobu chodzenia, wieku, rasy), telefonia komórkowa kolejnych generacji, internet, a także procedury i prawa antyterrorystyczne, migracyjne, antykorupcyjne, dotyczące transparentności itp. itd. Cały czas trwa wyścig technologiczny, czego przykładem jest pilne (i podobno skuteczne już w Chinach) dopasowywanie istniejących systemów rozpoznawania twarzy do warunków noszenia maseczek zakrywających twarz przez w zasadzie cale populacje (pandemia Covid 19).

Zmiany następują powoli, ewolucyjnie (postęp technologii, przemiany społeczne, obyczajowe itp.), i wtedy jest czas do nich się przygotować, albo rewolucyjnie, w przeciągu tygodni – epidemia koronawirusa w ciągu miesiąca diametralnie zmieniła świat, który zupełnie był do tego nieprzygotowany. Służby muszą przewidywać i przygotowywać się do nowych warunków.

W związku z opisanymi powyżej uwarunkowaniami, niezbędne wydaje się zdecydowane i niezwłoczne podjęcie prac nad stworzeniem nowych narzędzi i metod rzemiosła wywiadowczego, adekwatnych do nowych uwarunkowań i zmienionego świata. Podstawy się nie zmienią, nadal będzie potrzebny humint, sigint, praca analityczna, itp., bo sama technologia czy cyfryzacja i nawet najlepsza sztuczna inteligencja nie zastąpi wszystkiego, ale narzędzia muszą być już inne.

Zobacz także: https://fibis.pl/sztuka-wywiadowcza-w-cyfrowym-swiecie-czy-wlasciwi-ludzie-w-polsce-zdaja-sobie-sprawe/

Przyszłość?

Postuluję utworzenie ściśle tajnej katedry służb wywiadowczych, działającej interdyscyplinarnie, holistycznie, w składzie której znaleźliby miejsce doświadczeni (obecni i byli) oficerowie tych służb, naukowcy, ekonomiści, programiści, wizjonerzy, wybitni intelektualiści o otwartych umysłach, którzy nie baliby się korzystać z szerokiego zakresu narzędzi badawczych, nowych pomysłów i byli zdolni do zrewolucjonizowania działań wywiadu i kontrwywiadu.  Działań służb wywiadowczych obliczonych na dziesięciolecia, a nie bazujących na kadencyjnych interesach kolejnych partii rządzących. Służb operujących skutecznie, pragmatycznie, mających na celu dobro całego Kraju, prowadząc dla jego dobra działania na styku polityki, gospodarki, biznesu, świata cyfrowego itp.

Niezbędne jest podjęcie natychmiastowej, mądrej reformy systemu służb wywiadowczych, bez wylewania dziecka z kąpielą. Jej celem musi być stworzenie współczesnej, nowoczesnej, efektywnej służby wywiadowczej państwa demokratycznego, będącej jednym z kluczowych elementów holistycznego zarządzania krajem i jego szeroko rozumianego zabezpieczania; odejście od doktryny totalitarnej, formuły militarnej, w kierunku światowej, bazującej na najlepszych osiągnięciach zachodnich, amerykańskich czy izraelskich, z uwzględnieniem jednak krajowych uwarunkowań i będącej wypadkową doświadczeń, przemyśleń i najlepszych rozwiązań polskich i zagranicznych, nowatorskich i skierowanych ku przyszłości.

Nie jest to miejsce na publikacje takich treści, szczegółowych, które powinny być znane tylko ścisłemu kierownictwu państwa. Jej podstawowe założenia są wypracowane, stworzona jest podstawa do dyskusji i dalszych prac nad nimi. Wymaga to czasu i nakładów finansowych, ale nie ma czasu do stracenia, którego dość już zmarnowano. Jest jeszcze w Polsce wystarczająca ilość mądrych, propaństwowych ludzi, zdolnych do podjęcia się tego zadania. Wymagana jest jednak (jako warunek sine qua non) wola polityczna prawdziwych mężów stanu, zdolnych patrzyć w przyszłość Polski daleko naprzód, a nie tylko z perspektywy czasowej kadencji ich partii. Wizjonerów, zdolnych do osiągania konsensusu nawet z przeciwnikami politycznymi, rozumiejących znaczenie pojęcia „dobro państwa i jego obywateli”, bez rozróżniania na „lepszy i gorszy sort”, nie uważających nikogo za „nie ludzi” czy „nierównych ludziom normalnym”, a swoich oponentów politycznych za „chamską hołotę” czy „mordy zdradzieckie”.  Łączących, a nie dzielących, patrzących w przyszłość, rozumiejących znaczenia „deep state”.

 [1]A czasami również przenikającymi się profesjami, mającymi wiele wspólnego.

 [2] Określenie często stosowane przez byłych funkcjonariuszy, którego autorstwo przypisuje sobie Piotr Wroński. Nie jestem w stanie zweryfikować tego.

 [3]W rozumieniu Faryzeuszy

 [4] Późniejsze rozterki Judasza mogły stać się groźne dla zleceniodawców, nieprzypadkowo więc historia kończy się samobójstwem przez powieszenie, co zakończyło problem z informatorem. Plany na wypadek niepowodzenia operacji zawsze powinny być wielowariantowe.

 [5] Nie do końca jest ona trafna w odniesieniu do wywiadu, ponieważ jej definicja w zasadzie obejmuje też tajne działania operacyjne służb policyjnych, które nie są wywiadowcze, stad też lepszym określeniem będzie jednak „wywiad” w angielskim rozumienie intelligence. Określenie służby specjalne też nie jest za szczęśliwe, bo może nieść za sobą negatywne konotacje, skojarzenia z czymś specjalnej troski, a tego wolelibyśmy jednak uniknąć.

 [6] Przykład Judasza jest wyjątkiem od tej reguły, ponieważ jego tożsamość jako informatora została ujawniona i opisywana jest w czterech niezależnych relacjach ewangelistów. Jak widać skandaliczna metoda ujawniania źródeł nie została wymyślona w XX ani XXI wieku, jednak wówczas miała ona na celu bardzo konkretne przesłanie.

 [7] W Polsce budowniczym beletrystycznej legendy Agencji Wywiadu w ostatnimi czasie jest były wysoki rangą oficer AW, posługujący się pseudonimem V. Seversky, osiągający sukces wydawniczy, a na kanwie jego powieści powstał serial telewizyjny. Inni byli oficerowie również podążyli podobna drogą (M. Falinski), czy autobiograficzną, jak F. Hagenbeck. Powstały też książki oficera wywiadu PRL H. Bosaka i innych, przybliżających ówczesne uwarunkowania. Inna droga poszedł w swojej twórczości P. Wronski, oficer służb zarówno PRL jak i Polski demokratycznej, który przez swoja totalna krytykę służb, przełożonych i polityków, a także odżegnanie się od dawnych i obecnych kolegów, zyskał miano renegata i jest zwalczany przez wszystkie opcje polityczne, a kolegów ze Służby stracił.

 [8] „Na tajnym froncie. Działalność informacyjno-wywiadowcza polskich organizacji niepodległościowych w latach 1914-1918” J. Gaul Agencja Wydawnicza CB 2001 czy „Za kulisami wywiadu i dyplomacji. Polski wywiad wojskowy 1918-1945” P. Kolakowski, A. Peplonski, Avalon 2014.

 [9] „Wywiad a władza. Wywiad cywilny w systemie sprawowania władzy politycznej PRL” Z. Siemiatkowski, Aspra JR, 2009

 [10] „Szpiegowski arsenał bezpieki” R. Ciupa, M. Komaniecka, IPN Katowice 2011

 [11]Innym przykładem jest kwestia reprywatyzacji, również pokazująca słabość i niesprawiedliwość, lub ignorancję w tej kwestii kolejnych ekip rządzących.

 [12] Włączając w to autora tego artykułu, który jednak w przeciwieństwie do niektórych, nie jest przekonany o swojej nieomylności.

 [13] Należy dokonać ich rozgraniczenia od tzw. „dziennikarzy śledczych”, będących de facto cynicznymi, płatnymi „cynglami” służb i ich szefów, polityków, otrzymujących gotowe materiały, przecieki, czy wręcz artykuły do opublikowania pod swoim nazwiskiem, zasłaniających się tajemnicą zawodową.  Różnią się od prawdziwych dziennikarzy, niezależnych, obiektywnie badających sprawy, dążących do poznania prawdy, tym, czym picie w Szczawnicy od szczania w piwnicy.

 [14]Piszę to bez ironii, tak uważam.

Facebook Twitter LinkedIn