Menu

Fundacja Instytut Bezpieczeństwa i Strategii

Fundacja Instytut Bezpieczeństwa i Strategii jest unikatowym w polskich warunkach think tankiem skoncentrowanym na identyfikacji, analizie i rekomendowaniu optymalnych rozwiązań najważniejszych problemów o charakterze strategicznym dla współczesnej Polski i przyszłych pokoleń Polaków. Obszarem działalności Instytutu są kluczowe systemy funkcjonowania państwa polskiego decydujące o jego bezpieczeństwie narodowym w ujęciu perspektywicznym i długofalowym.

Autor

Marcin Łukowski

Ekspert Fundacji Instytutu Bezpieczeństwa i Strategii

Chorwacka spółka technologiczna i katowicki pośrednik w handlu węglem – co ich łączy? Oba podmioty objęte są amerykańskimi sankcjami. Co wiąże znany niemiecki koncern energetyczno-technologiczny i największy bank strefy euro z siedzibą w Paryżu? Naruszenie sankcji międzynarodowych – w pierwszym przypadku poprzez nielegalną sprzedaż towarów odbiorcy z anektowanego Krymu, a w drugim przez obsługę transakcji na rzecz klientów w Iranie.

Panuje kilka powszechnych mitów na temat sankcji międzynarodowych. Po pierwsze błędem jest myślenie, że na listach sankcji są tylko islamscy terroryści i rosyjscy oligarchowie. Może się na nich znaleźć każda osoba fizyczna i prawna, która działa w sposób niezgodny z kierunkami wyznaczanymi przez państwo lub organizację międzynarodową nakładającą sankcje. Świadczy o tym przykład polskiej i chorwackiej spółki podany wyżej. Po drugie, z podmiotami objętymi sankcjami handlują nie tylko przestępcy i autorytarne rządy. Może dotyczyć to każdej firmy, nawet gdy działa nieświadomie, bez względu na jej wielkość, rozpoznawalność i reputację. Straty spowodowane naruszeniem prawa to nie tylko, często wielomilionowa, kara. To także spadek wartości akcji, jeśli spółka jest notowana na giełdzie, zerwane kontrakty z dotychczasowymi klientami oraz utrata potencjalnych partnerów biznesowych w przyszłości.

Wbrew błędnemu przekonaniu, sankcje międzynarodowe nie są tylko chwytliwym newsem podawanym przez BBC lub CNN, czy „twittem” napisanym w emocjonalnym tonie przez przywódcę mocarstwa atomowego. Są raczej środkiem kreowania polityki międzynarodowej, wywierającym realny wpływ na funkcjonowanie przedsiębiorstw. To obowiązujące prawo, nakładające określone obowiązki i zakazy, które musi być przestrzegane absolutnie przez wszystkich  od wielkich korporacji po małe firmy rodzinne. 

Sankcje międzynarodowe mogą być nakładane zarówno przez organizacje międzynarodowe (Unia Europejska, Organizacja Narodów zjednoczonych), jak i samodzielnie przez poszczególne państwa (np. USA). Mogą wprowadzać embargo na handel z określonymi państwami, firmami i innymi podmiotami lub ograniczenia dostarczania wybranych typów usług i produktów, np. produktów podwójnego cywilno-militarnego zastosowania. Mogą być też wymierzone w konkretne osoby fizyczne, zamrażając ich środki finansowe zdeponowane w unijnych i amerykańskich bankach lub wprowadzać zakaz wstępu na teren UE czy USA.  Za złamanie sankcji firma może zostać ukarana dużą karą finansową, a manager, który doprowadził do transakcji z podmiotem znajdującym się na liście sankcji, może zostać skazany na karę pozbawienia wolności. 

Tylko w tym roku USA i Unia Europejska nałożyły nowe sankcje i ograniczenia na handel z podmiotami m.in. z Chin, Turcji, Iranu i Wenezueli. Większość przedsiębiorców powie pewnie „mnie to nie dotyczy, nie handluję z nikim z tych krajów”. To błąd. Przedsiębiorca ponosi odpowiedzialność za dostarczenie towaru lub usługi nie tylko temu podmiotowi, któremu wystawił fakturę, ale także tzw. użytkownikowi końcowemu, czyli temu kto będzie faktycznym beneficjentem sprzedanego dobra. Jeśli polska firma sprzeda swój towar odbiorcy w Niemczech, a ten odsprzeda go przez Luksemburg, Szwajcarię i  Wyspy Dziewicze do Korei Północnej, to polski podmiot nadal może zostać ukarany.

Kara za złamanie sankcji jest jak trąd. Partnerzy biznesowi chcą najszybciej odgrodzić się od ukaranego podmiotu, pokazać, że nic ich z nim nie łączy. W innym przypadku również i one mogą zostać zakażone. Zakazić się jest bardzo łatwo, o co dbają rygorystyczne normy prawa amerykańskiego i prawa Unii Europejskiej.  Poważnym spółkom świadome łamanie sankcji zwyczajnie się nie opłaca. Zysk z trefnego kontraktu może być bardzo szybko skonsumowany przez straty finansowe poniesione na innych polach, spowodowane utratą wizerunku i wiarygodności. Mimo to, co jakiś czas media informują o przypadkach łamania sankcji.  Dlaczego tak się dzieje? Wyłączając nieliczne przypadki będące intencjonalnie popełnianymi przestępstwami, są dwie przyczyny takiego stanu rzeczy. Pierwsza to źle rozumiany interes firmy a druga to niezamierzony błąd. Obydwa powody sprowadzają się do jednego  braku efektywnego systemu compliance w spółce, który ma za zadanie skutecznie kontrolować kontrahentów, jak również uświadamiać pracowników na temat celów i wartości firmy.  

Warto zwrócić uwagę na następujące przykłady. Zatrudniający 65 tys. ludzi francuski gigant działający w produkcji cementu został oskarżony o przekazanie 13 mln euro tzw. Państwu Islamskiemu. W zamian terroryści zezwolili na funkcjonowanie zakładu produkcyjnego spółki znajdującego się na kontrolowanych przez siebie terenach w Syrii. Proces przed sądem nadal jest w toku, a na ławie oskarżonych zasiada  13 managerów firmy, którzy, płacąc ISIS, chcieli utrzymać produkcję. Konsekwencje można ponieść nawet za przypadkowe naruszenie sankcji. Jeden z najmodniejszych producentów smartfonów zapłacił na mocy ugody zawartej z Departamentem Skarbu USA grzywnę w wysokości 467 tys. USD za współpracę z podmiotem objętym sankcjami, o nazwie „SIS d.o.o.”. W wewnętrznym systemie informatycznym technologicznego giganta znajdowała się czarna lista firm objętych sankcjami. Podmiot ten jednak widniał na niej pod nazwą „SIS DOO” i nie został wykryty ani przez pracowników, ani przez oprogramowanie. System nie zadziałał, co słono kosztowało.

Należy porzucić myślenie, że zagadnienie sankcji międzynarodowych w praktyce nie dotyczy Polski. Każda firma, a już w szczególności handlująca z zagranicznymi kontrahentami powinna mieć wewnętrzny system Compliance, gdyż prawo zobowiązuje ją do przestrzegania przepisów polskich, unijnych a w efekcie również międzynarodowych. Przed rozpoczęciem transakcji powinna ona dokładnie sprawdzić swojego partnera biznesowego. Listy osób fizycznych i prawnych objętych sankcjami są publicznie dostępne i każdy ma do nich dostęp. Oczywiście wprowadzenie efektywnego systemu wymaga pewnego doświadczenia. Nie powinno być jednak problemów z pozyskaniem kadry mogącej wdrożyć odpowiednie rozwiązania. Nasz kraj staje się coraz ważniejszym aktorem w obszarze przeciwdziałania praniu pieniędzy i finansowania terroryzmu oraz naruszaniu sankcji międzynarodowych. Nie jest to jednak wynikiem świadomej polityki państwa, a raczej „efektem ubocznym” trendów w światowej gospodarce. Polska jest liderem w rozwoju branży centrów usług wspólnych (SSC – Shared Services Center). Chodzi o wyodrębnione organizacyjnie jednostki, które wewnętrznie świadczą usługi na rzecz pozostałych podmiotów wchodzącej w skład grupy kapitałowej. Globalne firmy przenoszą do nas działy księgowości, finansów, czy IT i z Polski obsługują w tym zakresie swoje spółki na całym świecie. Według szacunków zatrudnienie w tym sektorze wyniesienie w I kwartale 2020 ponad 335 tys. osób. Część specjalistów pracujących w warszawskich, krakowskich czy wrocławskich biurowcach zajmuje się właśnie tzw. party screening, czyli sprawdzaniem klientów swoich firm pod kątem sankcji międzynarodowych i przeciwdziałaniu praniu pieniędzy. Przykładowo, jeśli brazylijskie biuro amerykańskiej firmy ma w perspektywie podpisanie kontraktu z nowym klientem, zanim do tego dojdzie, musi ono najpierw uzyskać zielone światło Działu Compliance zlokalizowanego w Polsce, którego pracownicy dokładnie przeanalizują tożsamość klienta. Jeśli nie wzbudzi ona podejrzeń, umowa zostanie zawarta. Jeśli będzie inaczej – do transakcji nie dojdzie.

Taki stan rzeczy ma jedną znaczącą konsekwencję – liczba polskich specjalistów w obszarze sankcji międzynarodowych nieustannie wzrasta. W efekcie, znalezienie odpowiednich ludzi, zdolnych do wprowadzenia również w rodzimych firmach skutecznego systemu zabezpieczającego przed złamaniem prawa,  staje się coraz prostsze. Warto wziąć to pod uwagę już teraz, gdyż prościej jest przeciwdziałać, niż naprawiać szkody spowodowane niezamierzonym złamaniem sankcji czy tym, że klient, z którym handlowaliśmy, okazał się być kimś zupełnie innym niż ten za kogo się podawał.

Facebook Twitter LinkedIn